„W wynikach wyborów nie było rewolucji. Sondaże europejskie w dużej mierze się potwierdziły. Obawy, które najczęściej formułowano w debacie publicznej o rosnącej sile ugrupowań eurosceptycznych i ich konsolidacji nie spełniły się. Ta sytuacja była przewidywana przez ekspertów na długo przed wyborami. Przypomnijmy, że w wielu krajach ugrupowania o tym profilu cieszyły się dużym poparciem już w poprzednich wyborach. Mówimy tu o dużych państwach jak Francja i Wielka Brytania. Dzisiaj ten układ sił rozkłada się nieco inaczej. Ze względu na znaczący kryzys na brytyjskiej scenie politycznej i to, że powstały nowe byty o których wcześniej nie mówiliśmy. Jednak warto zauważyć, że stan liczebny tych ugrupowań w Parlamencie Europejskim nie odnotował zasadniczego wzrost – komentowała Jolanta Szymańska, kierownik programu ds. Unii Europejskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Warto powiedzieć, że gdyby te wybory odbywały się w 2015 czy 2016 roku, czyli bezpośrednio po kryzysie migracyjnym wynik ugrupowań eurosceptycznych z pewnością byłby lepszy. Dziś Unii Europejskiej udało się uporać z najpilniejszymi wyzwaniami związanymi z kluczowymi kryzysami. Nastąpił etap uspokojenia. Na agendę weszły nowe tematy takie jak polityka klimatyczna. To wszystko przełożyło się na ostateczny wynik. Mniejsze poparcie dla radykalnej prawicy a wyższe dla chociażby partii Zieloni niż przewidywały sondaże. Wynik tej partii jest jedynym zaskoczeniem wyborów do Parlamentu Europejskiego. Zaważyły tu w dużej mierze wyniki Zielonych w Niemczech, które uwarunkowały wewnętrzne warunki na lokalnej scenie politycznej” – dodała Szymańska.

Dzieląc eurodeputowanych na dwie części: konserwatywno-chadecką a do tego eurosceptyczną i frakcje liberalno-lewicową do której zaliczamy Europejską Partię Ludową, która w tych wyborach również przesunęła się w tym kierunku, widać, że ugrupowanie eurosceptyków odnotowały nieco lepszy rezultat niż miało to miejsce w ostatnich wyborach. Obraz ten nie jest jednak aż tak prosty, bo po stronie skrajnej lewicy również istnieją ugrupowania eurosceptyczne. Jednak fundamentalną część tego nurtu stanowią ugrupowania konserwatywne, które wykorzystują skręt Europejskiej Partii Ludowej i gospodarują jej dawny elektorat. To oni jako grupa zwiększyli swoją obecność w Parlamencie Europejskim. Jeśli chodzi o dotychczasowego, proeuropejskiego mainstream mamy po jednej stronie kurczącą się Europejską Partie Ludową, która zmniejszyła swój zakres posiadania. Po drugiej pogorszenie sytuacja Socjaldemokratów, którzy przegrali zarówno w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii, czyli państwach w których mogli wygrać najwięcej. Ciekawostką jest zaskakująco wysoki wynik partii Zieloni szczególnie w Niemczech. Dodatkowo zysk i oczywiście dobry wynik odnotowali liberałowie. Dzięki temu ta układanka jest mocno niejednoznaczna– podsumował prof. Tomasz Grosse

Najważniejszym punktem wyborów do Parlamentu Europejskiego był frekwencja, która stanowi najwyższy wynik od ponad 30 lat. Warto zauważyć, że od 1979 roku mieliśmy do czynienia ze spadkiem frekwencji na przestrzeni każdych pięciu lat. Według ocen politologów miało to związek z coraz większym niezadowoleniem obywateli państw demokratycznych z udziału w wyborach. Okazuje się, że ta teoria musi zostać zweryfikowana. Wybory do europarlamentu były kolejnym taki wyłomem. Wcześniej mogliśmy odnotować wyższą frekwencje w wyborach krajowych w kilku państwach. Przykładem jest głosowanie nad brexitem i frekwencja, którą udało się przy nim uzyskać– zauważył publicysta Piotr Maciej Kaczyński.

Wynik sam w sobie rzeczywiście nie jest zaskoczeniem a raczej potwierdzeniem status quo, który ma miejsce od 1999 roku, kiedy to doszło do rewolucji. Przed tym rokiem Socjaldemokracja cieszyła się największym poparciem a po przewagę zyskała Europejska Partia Ludowa. W tych wyborach zmieniło się to, że te dwie największe grupy nie mają razem większości. To zasadnicza metamorfoza w funkcjonowaniu Parlamentu Europejskiego. Pozostałe grupy stają się równoprawnymi uczestnikami gry politycznej– dodał Kaczyński.